
Jodłowy Zdrój — strefa wodna
Woda ma trzydzieści cztery stopnie przez cały rok
Strefa wodna jest w cenie każdego pobytu. Nie sprzedajemy do niej biletów i nie wpuszczamy nikogo z zewnątrz — w wodzie jest tylko tylu ludzi, ilu śpi tej nocy w pokojach.

Dwadzieścia pięć metrów i tyle leżaków, ile miejsc noclegowych
Leżaków jest dokładnie trzydzieści osiem — tylu gości możemy tu mieć najwięcej. Nikt więc nie musi zajmować miejsca ręcznikiem o siódmej rano i to była jedna z pierwszych rzeczy, które policzyliśmy, projektując halę.
Woda idzie z naszego ujęcia i uzdatniamy ją na miejscu. Basen wewnętrzny łączy się z zewnętrznym przejściem pod przeszkloną ścianą, więc zimą przepływa się między nimi bez wychodzenia na mróz — z mokrą głową na powietrzu spędza się dwie sekundy.
Pięć saun, wszystkie w cenie pobytu
Trzy z nich pokazujemy niżej. Pozostałe dwie — sucha i mała cicha na dwie osoby — stoją w tym samym korytarzu. Żadnej z nich się nie rezerwuje: wchodzi się, kiedy ma się ochotę.

Panoramiczna
90°C
Fińska, z oknem na całą ścianę wychodzącym w las. Seans z naparem prowadzimy codziennie o osiemnastej — nikt nie musi w nim być, ale prawie wszyscy przychodzą.

Parowa
45°C
Kamień, sto procent wilgotności i jedno ciepłe światło gdzieś za mgłą. Najłagodniejsza z całej piątki — od niej najlepiej zacząć wieczór.

Bania ziołowa
60°C
Niższa temperatura, wyższa wilgotność i pęczki jodły suszone u nas na strychu. Zapach zostaje w ręcznikach jeszcze następnego dnia.

Balia pod gołym niebem
Modrzewiowa, opalana drewnem, na tarasie przy samym lesie. Rezerwuje się ją na wyłączność, na godzinę — i to jedyna rzecz w strefie wodnej, za którą liczymy osobno, bo rozpalenie jej zajmuje pół dnia i ktoś musi przy niej stać.
Najlepsza przy minus pięciu, kiedy para stoi słupem, a z lasu nie dochodzi żaden dźwięk. Latem rozpalamy ją rzadziej — w lipcu nikt nie chce siedzieć w gorącej wodzie po zmroku.
190 zł za godzinę
